Wyruszyliśmy w trójkę – moja małżonka Halina, mops Franek i ja – z najbardziej na północ położonej prowincji win założonej przez Rzymian, doliny rzeki Ahr słynącej z wina czerwonego. Pokonaliśmy płaskowyż w kierunku południowo-zachodnim kraju związkowego Nadrenii-Palatynatu. Od północy poprzez dzikie lasy drogą wijącą się malowniczymi serpentynami dotarliśmy do małej miejscowości Kröv. Nieco ponad 2000 mieszkańców, 40 winnic, wśród których znajduje się również pana Andrzeja Greszty, do której zostaliśmy zaproszeni.



Gospodarz przywitał nas, wracając prosto ze swoich winnic. W tym roku wegetacja jest przyspieszona, a intensywna dbałość o winorośle m.in. minimalizuje stosowanie środków zapobiegających chorobom roślin. A i wino jest o wiele zdrowsze. Osmagana wiatrem twarz, twardy uścisk pracowitej dłoni i serdeczny uśmiech wynagrodziły nam trud podróży. Na jednej ze ścian wiją się pędy z winogronami, smakowitymi owocami. Pyszne, rzeczywiście czas zbiorów nadszedł wcześnie i trzeba sobie pomagać, by zdążyć.

Nasz Polak to wprost kultowy zwolennik Rieslinga znad Mozeli. Jego zdaniem Mozela jest stolicą najlepszego Rieslinga, oddaje on bowiem idealnie charakter gleby, ekspresji tzw. terroir, która jest tutaj łupkowa. Rzeczywiście od balansu smaków owocowych i mineralnych po poziom naturalnej słodyczy (prädikat) i wyważonej kwasowości nazwałbym dolinę Mozeli królestwem Rieslinga. Przekonuje mnie też rzadkie mieszanie Rieslinga z innymi rodzajami win, minimalne zastosowanie drożdży w procesie winifikacji, zdolność leżakowania i wspaniałą harmonizacją po około 10 latach. Andrzej Greszta przebył drogę wielu Polaków w poszukiwaniu nowych szans i wyzwań. W Polsce młody rolnik, wyjeżdżał kilkakrotnie do pomocy przy winobraniu. Los wybrał tę małą malowniczą miejscowość nad rwącą, wąską Mozelą z winnicami. To położenie należy do najlepszych tego rodzaju miejsc (Steffensberg, Letterlay, Paradies). Bardzo szybko doceniono pracowitość, wiedzę, jak również zrównoważony charakter i konsekwentną realizację swojej wizji, własnej mozelskiej winnicy.

Dzień dobry Panu, przywieźliśmy ze sobą dobrą pogodę, od czasu do czasu pada, lecz i słoneczko wygląda spoza chmur! 

Dzień dobry, miło państwa ponownie zobaczyć i oczywiście mopsa Franka!

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że droga do Pana jest aż tak urozmaicona. Jechaliśmy więc ostrożnie i powoli, podróż zajęła nam więcej czasu, niż przewidywaliśmy. Czyżby to była stara rzymska droga po wino? 

Jak się ją zna i nie ma obawy przed następnym zakrętem, jedzie się krócej. Bez starożytnych Rzymian oczywiście nie byłoby naszego wina. Historia miejscowości i winnic sięga nierzadko 2000 lat, co przyciąga również turystów! Proszę usiąść w altanie, za chwilę przygotujemy degustację.

Od kiedy trwa Pana przygoda nad Mozelą?

Początki sięgają roku 1996, lecz tak naprawdę na własnych nogach stanąłem AD 2006. Stworzyłem wtedy pierwszą kolekcję moich win. Mogę stwierdzić, że od tego roku w dwa lata od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej jestem mozelskim winiarzem z własnymi kreacjami, moim własnym winem.

To brzmi tak prosto i lekko, a teraz mamy 2017! Jak to możliwe że rolnik z Polski zostaje zaakceptowany i zakorzenia się w tak tradycyjnej, o skrajnie zachowawczej naturze uprawie, jaką jest uprawa winorośli? Okolica ta, w tym Kröv, nie należy do miast i regionów o mocnych korzeniach interkulturalnych, jest bardzo konserwatywna pod wieloma względami, co cechuje większość regionów o charakterze rolniczym.

Nie miałem i nie mam z tym najmniejszych problemów. Przeciwnie, czuję się i jestem akceptowany i doceniany przez tutejszą wspólnotę. Darzą mnie zaufaniem, otwartością i są zawsze gotowi przyjść z pomocą. Nawet mój znajomy, który jak ja przeżył pożar swojego domu, poskarżył mi się, że kiedy palił się jego dom, to nie otrzymał takiego poparcia i takiej pomocy jak ja w podobnej sytuacji. Chyba jednak zasłużyłem na uznanie i zaufanie…

Jakie było Pana przygotowanie i inwestycja własna, by odnieść sukces?

Krótkie pytanie, długa odpowiedź… Mam wykształcenie rolnicze i techniczne. Przejąłem gospodarstwo rolne rodziców, które rozbudowałem. Dzięki rodzinie możliwa była decyzja skupienia się na projekcie Mozeli. Uzyskałem pozwolenie na zasadzie wyjątku i skorzystałem z szansy, otrzymując solidne wykształcenie winiarskie w Niemczech. Był to bardzo pracowity czas, ponieważ uczyłem się, praktykowałem i jednocześnie ciężko pracowałem. Był to okres pełen wyrzeczeń, ale i ciągłego kontaktu z branżą. Dzięki dobrym ludziom i idącemu w parze zaufaniu miejscowego banku, nieskazitelnej opinii udzielono mi kredytów na kupno parceli i domu. Dom przejąłem od właścicielki, która nie dała się przekonać kilkakrotnie wyższej cenie innego oferenta. Chciała, by stał się moim domem. Otrzymywałem i otrzymuję również oferty na parcele o wyśmienitym położeniu. Mogę więc wybierać. Wypracowałem sobie opinię winiarza, który tego nie zmarnuje, czy też nie potraktuje jedynie handlowo, spekulacyjnie.

Na ile wyśmienita jakość, ekologia i inne elementy kultywowania winorośli są wynikiem dobrego przygotowania, wykształcenia i doświadczenia, a na ile jest to coś indywidualnego, niepowtarzalnego, Pana kreatywność i Pana spojrzenie na to co Pan robi?

Wykształcenie jest czymś bardzo cennym, lecz osobiste nastawienie, zaangażowanie i identyfikacja z produktem w moim przypadku dominuje. Pewna wrażliwość i przekonanie do tego, co się robi, wiara w naturę, miłość do przyrody dodaje siły i energii w sytuacjach wyjątkowych. Nie stosuję praktycznie klasycznych, przemysłowych środków ochrony roślin i coraz więcej moich kolegów po fachu podąża wraz ze mną drogą wrażliwości ekologicznej. Zamiast kierowania się zaleceniami producentów środków chemicznych, zwracam uwagę na pogodę, stosuję feromony, mechaniczne usuwanie chwastów lub po prostu plewimy i kosimy. To wymaga dodatkowego trudu, lecz daje satysfakcję i inni biorą ze mnie przykład. Stosuję inne środki, jedynie wtedy gdy już naprawdę nie ma innego wyjścia.

Naturalne przywiązanie do natury i produktu żywnościowego, wyjątkowego napoju… Kto to najbardziej docenia? 

Przy właściwym podejściu do wina i poprzedzającego go procesu wytwarzania powstaje wokół niego aura zaufania, aromatu, smaku i koloru. Decydują klimat, troska i wiedza, a nieraz i instynkt winiarza, jego smak, zawartość cukru resztkowego i wiele, wiele innych elementów. Moje wino jest moim życiem. Cały cenny czas poświęcam winnicy. W harmonii z przyrodą i aurą powstają wina najwyższej jakości (od Qualitätswein, poprzez Kabinet, aż po ukoronowanie sztuki winiarskiej Trockenbeerenauslese), które odwdzięczają mi się zadowoleniem odbiorcy, który wraca i je poleca. A przez to też mnie i mój kunszt winiarza.

Klienci to bardzo szeroka grupa odbiorców ceniących wina białe, wytrawne wraz z ich ekskluzywnymi wersjami. Dostarczam kolekcjonerom, od wybranych restauracji po indywidualnych konsumentów, głównie w Europie. Również polscy znawcy win odwiedzili niedawno nasz region i docenili naszą prezentację, głównie młodych producentów win rozwijających się ekologicznie.

Właśnie, a nasz szeroki rodzimy koneser?

Wraz z odrodzeniem się kultury konsumpcji win w ojczyźnie znajdują się coraz liczniejsi konsumenci moich win. Są wśród nich restauracje, sklepy, organizacje, instytucje, jak również klienci indywidualni.

W Polsce II Międzynarodowy Konkurs Win w Tuchowie odznaczył moje wina, które trafiły m.in. do NBP, senatu RP, konsulatów w Kolonii, w Hamburgu i do naszej ambasady w Berlinie.

Jestem z tego dumny i mam nadzieję, że ten trend się utrzyma.

Pana wina stoją w jednym rzędzie z takimi jak Dr. Loosen czy Molitor. Ceniony znawca win, Stuart Pigott, na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” nobilitował Pana na jego osobistego, najbardziej lubianego winiarza. Został Pan uznany za „odkrycie roku 2015”! Poszukuję sedna Pana tajemnicy, jak przeskoczyć setki lat tradycji w tak krótkim czasie? 

Muszę po prostu czuć w moich rękach owoce winogron, własnymi dłońmi pielęgnować delikatne pędy winorośli. Wrosłem w tutejszą historię, krajobraz i kultywuję moje marzenie codziennym trudem poddanym kaprysom pogody, smagany wiatrem. Dbam o moje winorośle, by miały się dobrze i towarzyszę im na drodze do wina najlepszej jakości. To jest jakby mój język, którym z nimi komunikuję, i wydają się go rozumieć, nagradzając wspaniałym napojem, cenną kroplą, którą państwo się delektujecie.

dolina_mozeli_7

Dziękuję Panu za czas, który nam Pan poświęcił, za wspaniałe wrażenia i kulisy zboczy nad Mozelą z łagodnym ciepłem skał łupkowych, za gościnność.
Poproszę o słowo na drogę, na pożegnanie.
Cała przyjemność po mojej stronie. Życzę szczęśliwej podróży. Proszę uważać na wina, które państwo jako znawcy-smakosze starannie wybrali, pamiętam o winach dedykowanych dla państwa z imiennymi etykietami i zapraszam ponownie.

Czytających „Fenomen POLSKA”, dla mnie ten wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju periodyk ukazujący się w ojczyźnie, zapraszam do zaprzyjaźnienia się z moim winem, które wysyłam do Polski zawsze ze szczególną atencją i dumą.

Rozmawiał Lech Matusiak

Andrzej Greszta – pierwszy polski właściciel winnicy nad Mozelą i jeden z niewielu w całych Niemczech. Od 1996 roku regularnie przyjeżdżał do niemieckiego Kröv i pracował przy uprawie winogron. Tam właśnie w 2006 roku zrealizował swoje marzenie i wyprodukował pierwszy rocznik swojej własnej marki wina. Jest właścicielem ponad 2 ha ziemi i produkuje około 18 000 butelek wina rocznie. Swoje produkty, poza niemieckim rynkiem, eksportuje także do Polski i Czech. Jego winami degustują się również goście podczas uroczystych przyjęć w Konsulacie Generalnym w Kolonii. Natomiast brytyjski znawca win Stuart Pigott, mówi o nim, że jest jego ulubionym producentem wina nad Mozelą. Gazeta FAZ przyznała mu w 2015 roku nagrodę za „odkrycie roku wśród producentów win”. Sam Andrzej Greszta nie pochodzi z „winiarskiej rodziny” i twierdzi, że to pozwala mu na odmienne nastawienie, które połączone z wieloletnim doświadczeniem, stało się kluczem do sukcesu jego winiarskiego gospodarstwa.

Nowe nastawienie połączone z wieloletnim doświadczeniem to chyba najtrafniejszy opis jego gospodarstwa winiarskiego. Zanim ukazał się na rynku pierwszy, pod własną nazwą wyprodukowany rocznik 2006, zdobywał doświadczenie w wielu różnych przedsiębiorstwach winiarskich, jak również zdobył wykształcenie winiarza w renomowanym przedsiębiorstwie położonym w regionie środkowej Mozeli.

Fakt że nie pochodzi z rodziny winiarskiej, uważa za swoją zaletę, ponieważ daje mu to obiektywne spojrzenie i pozwala bez uprzedzeń prowadzić działalność. Stawia na wysoką jakość swoich produktów, dlatego też stara się nadal dokształcać i dalej rozwijać.

Uprawia tylko odmianę Riesling, głównie na dwóch najlepszych stokach o nazwie Letterlay i Steffensber. Są to najbardziej nasłonecznione stoki o żyznej, łupkowatej glebie w miejscowości Krőv. Jego cenny kapitał jak podkreśla, stanowią szczepy, które liczą sobie już około 55 lat.

W uprawie winorośli ściśle przestrzega metod naturalnych. Nie stosuje nawozów sztucznych, herbicydów jak i insektycydów. Jego priorytetem jest regularna i staranna uprawa gleby. Aby uzyskać naturalnie dojrzałe owoce, nie stroni od dużego nakładu pracy nad listowiem, jak również ręcznego selekcyjnego zbioru winogron.

To pozwala mu wyprodukować aromatyczne i doskonale zbalansowane wina. Ponieważ zbiera tylko całkowicie dojrzałe grona, pozwala mu to przy produkcji na rezygnację z zabiegów, takich jak odkwaszanie czy nasycanie moszczu lub wina. Przez to – naturalne składniki – minerały i aromaty pozostają nienaruszone. Poza tym jego wina dojrzewają w beczkach tak długo, aż uzyskają pełną harmonię aromatu i smaku. Specjalizuje się w produkcji win wytrawnych. Powstają one wyłącznie z całkowicie dojrzałych, zdrowych owoców. Charakteryzują się pięknym bukietem aromatów, elegancją minerałów, jak również harmonijną, soczystą kwasowością. To wszystko sprawia, że są one wspaniałym towarzyszem wykwintnej kuchni. Natomiast z winogron wyselekcjonowanych ze szczególną dokładnością, pokrytych szlachetną pleśnią Botritis kreuje wina słodkie. Te wina są idealnym towarzyszem dla aromatycznych, ostrych i słodko-kwaśnych potraw, a wina z certyfikatem „Auslese” są doskonałymi winami deserowymi.

(Artykuł pierwotnie pojawił się w „Fenomen POLSKA”)